The Jesus Lizard – miłość do pneumatycznego młota

Kiedy pierwszy raz usłyszałem The Jesus Lizard – a było to na początku lat 90. ubiegłego wieku – dosłownie mnie zatkało. Z tak doskonałym połączeniem tego, co w tzw. undergroundzie najlepsze, wcześniej do czynienia nie miałem. Grali dwanaście lat – od 1987 do 1999 – i zostawili po sobie sześć albumów, trzy epki, dwie płyty koncertowe oraz dwie kompilacje. Wpływ, jaki wywarli na inne zespoły z kręgu alternatywnego rocka (włącznie z Nirvaną – wydali nawet wspólnego singla), trudno przecenić.

The Jesus Lizard powstał w Austin w Teksasie (z siedzibą w Chicago) po rozpadzie noise rockowego zespołu Scratch Acid. Dwóch jego muzyków – David Yow (voc.) i David Wm. Sims (git. bas., grał także przejściowo w zespole Rapeman) – połączyło siły z Duanem Denisonem (git.). Początkowo wykorzystywali automat perkusyjny. Potem perkusistą był Mac McNeilly, którego w 1997 zastąpił Jim Kimball. Nazwa zespołu pochodzi od gatunku jaszczurki basiliscus plumifrons, który znany jest z tego, że potrafi biegać po powierzchni wody (stąd powszechna nazwa – jaszczurka Jezusa).


Pierwszy album zespołu, „Head”, ukazał się w 1990 nakładem wytwórni Touch and Go. Nad nagraniem czuwał legendarny Steve Albini, który pełnił tę funkcję na wszystkich kolejnych płytach. Nastpne albumy – „Goat” i „Liar” (wszystkie płyty mają czteroliterowe tytuły) – znalazły uznanie w oczach krytyki, a także przysporzyły zespołowi sporo fanów. Przyczyniły się do tego również ciągłe trasy koncertowe. The Jesus Lizard był wtedy określany jako jedna z najlepszych grup grających na żywo. Według mnie, szczytowym osiągnięciem zespołu jest płyta „Down”, na której znalazły się prawdziwe – jakkolwiek to brzmi – alternatywne hity. Wystarczy posłuchać „Destroy Before Reading”, żeby zrozumieć, o co chodzi z tym hiciarstwem. Podobnie można potraktować otwierający płytę, singlowy „(Fly) On (The Wall)”, powolny, wzbogacony klawiszami „Horse”, dostojny „Elegy”, czy finałowy „The Best Parts”. Dwa ostatnie albumy – „Shot” i „Blue” – zostały nagrane dla należącej do EMI wytwórni Capitol. Częsć fanów uznała ten ruch za zdradę, ale i samemu zespołowi ostatecznie nie wyszedł on na zdrowie. Choć na obydwu nie brakuje prawdziwych perełek, poziomem odbiegają one od poprzednich płyt TJL.


Co można napisać o samej muzyce? Posłużę się tu fragmentami recenzji z nieistniejącego od lat magazynu „OUTside”, dzięki któremu zresztą jaszczurczy band odkryłem.


O „Goat”: „Muzyka ich to plany wypełnione zabrudzonym brzmieniem gitar i pełen złowrogiego niepokoju wokal Davida Yowa. A jednak to wystarcza, by dosłownie zmiażdżyć słuchacza siłą, która bierze się tylko z idealnych proporcji”.


O „Liar”: „Lawina jadowitego, skondensowanego czadu spada na słuchającego (…) od samego początku płyty. Jazgot najbardziej wyrafinowanego hałasu uderza w rytm pierwszych dźwięków utworu „Boilermaker”. (…) Dudniący bas i rytmiczne bębny wypełniane wyjątkowymi dźwiękami gitary Duanea Denisona, który wygrywa na swoim instrumencie melancholijno-psychopatyczne plamy. Do tego David Yow, który zawodzi i krzyczy w charakterystyczny dla siebie sposób, przypominając dźwięki wydawane przez miotającego się neurotyka”.


O „Down”: „Zawiera (…) ogromny ładunek czystego, minimalistycznego, pełnego erudycji, oryginalności i twórczego szaleństwa rocka. Jest to płyta nie mająca słabych momentów, odpowiednio zdystansowana i znakomicie skonstruowana. (…) Jest jak chmura mocnego papierosa po wyczerpującej, namiętnej nocy. Mimo, iż muzyka to nadal totalnie logiczna, uwikłana w dziesiątki wysmakowanych muzycznych patentów, jazzowej wręcz intuicji i inwencji, to tym razem skromniejsza i przez to jeszcze większa”.


Na przedstawione powyżej tło nałożyć teraz trzeba teksty. Zdarza się, że Yow przypadkowo dobiera sobie słowa, tworząc jakieś surrealistyczne kolaże. Bywają też treści poważne. Zazwyczaj oprowadza jednak słuchacza po rynsztokach oraz mrocznych zakamarkach miast, gdzie przemoc, agresja, różnego rodzaju perwersje i dewiacje stanowią wykolejoną normę.


Kto nie słuchał, a nieobce są mu dokonania m.in. takich grup jak P.I.L, Pere Ubu, The Birthday Party, Big Black, czy wymienionych już wcześniej Rapeman i Scratch Acid, powinien koniecznie tym wściekłym, noise’owym, precyzyjnym walcem swoje uszy potraktować. Jeśli nie zdarzyło Wam się jeszcze nigdy zakochać w młocie pneumatycznym, to będzie ten pierwszy raz.


P.S. Warto zobaczyć jakiś koncert The Jesus Lizard – są dostępne w sieci i na DVD. To, co potrafił wyczyniać na scenie David Yow, ociera się o prawdziwe szaleństwo. Dzięki temu łatwiej będzie też pojąć, skąd wziął się w undergroundowych kręgach kultowy wręcz status tego rzeczywiście wyjątkowego, choć obecnie już nieco zapomnianaego, zespołu. 


Albumy studyjne:
Head (1990, Touch and Go)
Goat (1991, Touch and Go)
Liar (1992, Touch and Go)
Down (1994, Touch and Go)
Shot (1996, Capitol)
Blue (1998, Capitol)


EPs:
Pure (1989, Touch and Go)
Lash (1993, Touch and Go)
The Jesus Lizard (1998, JetSet)


Single:
Chrome (1989, Touch and Go)
Mouthbreather (1990, Touch and Go)
Wheelchair Epidemic (1992, Touch and Go)
Gladiator (1992, Touch and Go)
Gladiator / Boilermaker (1992, Insipid Vinyl)
(Fly) On (The Wall) (1993, Touch and Go)
Puss / Oh, The Guilt (1993, Insipid Vinyl)
Puss (1993, Touch and Go)


Kompilacje:
Bang (2000, Touch and Go)
Inch (2009, Touch and Go)


Albumy koncertowe:
Show (1994, Collision Arts)
Club (2011, Chunklet)

Oceń artykuł: Zaloguj się, aby móc oceniać zawartość.


Komentarze (0)

Pozostałe artykuły autora

Dischord Records

Waszyngtońska Dischord Records – obok Alternative Tentacles, SST Records, Touch and Go Records, Sub Pop i ...

hardcore Rock Ian MacKaye Dischord Records Dischord

Fucked Up, Got Ambushed, Zipped In… czyli Fugazi!

W notkach o Fugazi zazwyczaj pojawia się określenie post-hardcore. To chyba jasne, dlaczego zdecydowano się na ...

hardcore Fugazi Minor Threat Ian MacKaye Rock

Alternative Tentacles

Kolejna „wielka” niezależna wytwórnia, która ma w swoim katalogu liczną reprezentację sztandarowych przedstawicieli tzw. undergroundu. Co ...

Rock Alternative Tentacles Dead Kennedys Jello Biafra

Touch and Go Records

Niezależnych wytwórni płytowych można by wymienić mnóstwo, ale zaledwie kilka z nich – w porywach kilkanaście ...

Rock Touch and Go Touch and Go Records

Roky Erickson i spacer z zombie

„I Walked with a Zombie” to w dorobku Roky'ego Ericksona utwór wyjątkowy. Przebój jedyny w swoim ...

Rock Roky Erickson

Kochanówką między oczy

„Na czarno kwitną roślin końce/ Fioletem pokrywają się drzewa/ Parzy niebieskie słońce/ Róż się z kominów ...

TRYP Kochanówka

Pozostałe artykuły

Nico – historia muzy Andy'ego Warhola

Gwiazda Srebrnej Fabryki Andy’ego Warhola, muza, aktorka, modelka i wokalistka, która razem z zespołem Velvet Underground ...

Rock nico velvet underground lou reed postpunk aleternative folk

Kicking Against the Pricks, czyli co cover mówi o artyście

W karierze niemal każdego wielkiego artysty przychodzi taki moment, że zwraca się ku twórczości innych muzyków ...

Rock Blues gospel country dream-pop nick cave nick cave and the bad seeds

Wydarzenia

Muzyka

Artykuły użytkowników